Telefon 22 559 31 93

Mail Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Double trouble, czyli będziemy mieli bliźniaki!

Wiadomość o tym, że zostaniemy rodzicami, była jedną z najbardziej niesamowitych chwil w moim życiu. Tyle szczęścia i pozytywnych emocji nie czułam nigdy, zwłaszcza że minęło trochę czasu, od kiedy zaczęliśmy nasze starania o dziecko, i momentami traciłam nadzieję, że się uda. Ale udało się! Byłam taka podekscytowana, że od razu chciałam wszystkim ogłosić cudowną nowinę. Milion myśli na sekundę. Co dalej? Jak to będzie? Czy damy radę?

Przyszła mama trzymająca się za brzuch

Wiadomość o tym, że zostaniemy rodzicami, była jedną z najbardziej niesamowitych chwil w moim życiu. Tyle szczęścia i pozytywnych emocji nie czułam nigdy, zwłaszcza że minęło trochę czasu, od kiedy zaczęliśmy nasze starania o dziecko, i momentami traciłam nadzieję, że się uda. Ale udało się! Byłam taka podekscytowana, że od razu chciałam wszystkim ogłosić cudowną nowinę. Milion myśli na sekundę. Co dalej? Jak to będzie? Czy damy radę?!

Od początku o wszystkim wiedział oczywiście mąż i moja mama… Czułam się lepiej, że ona wie i mogę na bieżąco dzielić się z nią moimi odczuciami. Większość dolegliwości ciążowych, przynajmniej na razie (9 tydzień), mnie omija i mogę śmiało powiedzieć, że ten stan mi służy. Postanowiliśmy, że reszcie rodziny powiemy po pierwszym USG, czyli w okolicach 4–5 tygodnia. Lekarz wspominał, że wtedy widać już bicie serca dziecka i potwierdzi, że wszystko jest w porządku. Uznaliśmy, że będzie to może trochę pewniejszy czas, żeby podzielić się tą wiadomością.

To był piękny wtorkowy poranek, kiedy doktor zapytał, czy chcę, żeby mąż był ze mną podczas USG. Bardzo się ucieszyliśmy, bo myśleliśmy, że z powodu koronawirusa nie będzie takiej możliwości. To było standardowe badanie. Lekarz pokazał nam na monitorze dzidziusia i opowiadał o jego rozmiarach. Potwierdził, że wszystko jest ok i że prawidłowo się rozwija. Popatrzyliśmy na siebie z mężem z wielką ulgą. Ale doktor na tym nie skończył, tylko dalej oglądał i oglądał – mam wrażenie, że trwało to wieki. Nagle powiedział: „I jest jeszcze drugi! Będą Państwo mieli bliźniaki!”. Tej chwili nie zapomnę nigdy, takiego szoku, strachu i natłoku emocji nie przeżyłam jeszcze nigdy. W pierwszej chwili czułam, że rozpadam się na kawałki, byłam tak przerażona, że zaczęłam płakać, jeszcze zanim wyszłam z gabinetu. Ale jak to?! Zupełnie tego nie planowałam. Co prawda w mojej rodzinie były bliźnięta, jednak nie brałam pod uwagę, że mogą pojawić się u nas.

Pierwsza myśl, to jak się pomieścimy w naszym mieszkaniu, skoro we dwójkę ledwo dajemy radę. Czy podołamy finansowo? Czy rzeczywiście wszystko trzeba mieć podwójnie? Głowa pękała mi od pytań bez odpowiedzi. Moja wizja, jak cudownie będzie podróżować z jednym dzieckiem, bardzo szybko się rozmyła i zamieniła w „nie wyjadę na wakacje przez najbliższe trzy lata”. Ogólnie płakałam przez kolejne dwa tygodnie i przeszukiwałam fora internetowe, żeby zobaczyć, co piszą kobiety, które mają dwójkę naraz. Napisałam do dawnej koleżanki, która ma bliźniaki, w poszukiwaniu pocieszenia. Zapytała mnie, czego się właściwie boję. Tak naprawdę sama do końca nie byłam pewna. Wtedy dotarło do mnie, że chyba faktycznie nie jest to żaden konkretny strach przed czymś, tylko po prostu stres przed nieznanym, bo jednak nie każda kobieta dowiaduję się o ciąży bliźniaczej. Z perspektywy czasu sama nie wiem, skąd taka reakcja. Być może hormony też odegrały tu swoją rolę. Bo nie jestem z tych, co nie panują nad uczuciami.

Z każdym dniem emocje słabły. Po wielu pomiarach okazało się, że w naszej sypialni jednak zmieszczą się dwa łóżeczka, a co do reszty – uznaliśmy z mężem, że kto da radę, jak nie my. Cała nasza rodzina jest chętna do pomocy, więc w razie konieczności będziemy korzystać z ich wsparcia. Zawsze chciałam mieć dwójkę dzieci, teraz widzę już same plusy tej sytuacji: jeden poród, jeden połóg, jeden powrót do pracy, a przede wszystkim to, że dzieciaki będą miały
siebie. W przedszkolu, w szkole i w innych trudnych sytuacjach, w których nie będzie nas – rodziców. Ktoś mi powiedział, że bliźnięta mają tylko ci, którzy dadzą sobie z nimi radę – i tego się trzymajmy ☺.

W naszym Serwisie używamy plików cookies. Korzystając dalej z Serwisu, wyrażasz zgodę na stosowanie plików cookies zgodnie z Polityką prywatności. Wyrażenie zgody jest dobrowolne, w każdej chwili można ją cofnąć poprzez zmianę ustawień dotyczących plików „cookies” w używanej przeglądarce internetowej. Kliknij „Akceptuję”, aby ta informacja nie wyświetlała się więcej.